Mieszkańcy podwarszawskiego Kierszka przeżyli chwile grozy, gdy na ich posesjach pojawił się egzotyczny drapieżnik. Choć początkowo brano go za chorego rysia, prawda okazała się znacznie bardziej egzotyczna – to serwal sawannowy, który wymknął się służbom podczas nocnej próby odłowienia.
Nocna akcja zakończona ucieczką
Zgłoszenie wpłynęło do Fundacji Kopytka z Nadzieją w nocy ze środy na czwartek. Mieszkańcy wsi Kierszek (gmina Konstancin-Jeziorna) zaalarmowali ratowników o „chorym rysiu” błąkającym się między zabudowaniami.
Na miejsce natychmiast udał się zespół fundacji, jednak zamiast rodzimego kota, specjaliści ujrzeli drapieżnika prosto z afrykańskiej sawanny.
Od razu wiedzieliśmy, że to nie może być ryś. Na miejscu okazało się, że to afrykański serwal sawannowy
– relacjonuje Daniel Rutkowski, prezes Fundacji.
Niestety, mimo podjętej próby odłowienia, zwinne zwierzę zdołało uciec wolontariuszom. Obecnie drapieżnik może przemieszczać się w pasie między Kierszkiem, Konstancinem a południowymi dzielnicami Warszawy (Ursynów, Wilanów).
Skąd serwal pod Warszawą?
Wszystko wskazuje na to, że kot uciekł z prywatnej, nielegalnej hodowli. Serwale, choć piękne, są drapieżnikami wymagającymi specjalistycznych pozwoleń i zabezpieczeń. Zwierzę prawdopodobnie jest zdezorientowane i głodne, co może potęgować jego dystans do ludzi, ale też zmuszać do szukania pożywienia w pobliżu gospodarstw.
Jak rozpoznać serwala? Serwal sawannowy jest znacznie mniejszy od lwa, ale większy od domowego kota. Charakterystyczne cechy to długie nogi, duże, zaokrąglone uszy, a także umaszczenie w czarne cętki na złocistym tle.
Apel służb do mieszkańców
Wolontariusze i policja proszą o zachowanie ostrożności. Choć serwale z natury unikają kontaktu z człowiekiem, w sytuacji zagrożenia mogą stać się agresywne. Służby monitorują teren, jednak gęsta zabudowa i tereny leśne wokół Konstancina ułatwiają drapieżnikowi ukrywanie się przed wzrokiem ratowników.
Ewa Sztechman
