Chirurdzy z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM) dokonali niemożliwego. W trakcie 11-godzinnej, pionierskiej operacji uratowali życie pacjentki, u której nowotwór uznawano za nieoperacyjny. To pierwsza w Polsce udana autotransplantacja wątroby, a więc zabieg, który przesuwa granice współczesnej onkologii.
Operacja „pół na pół”. Walka o życie pani Małgorzaty
Pani Małgorzata zgłosiła się do lekarzy z przeszywającym bólem w boku. Diagnoza brzmiała jak wyrok: 11-centymetrowy nowotwór złośliwy, który naciekał na oba płaty wątroby. Tradycyjna operacja była wykluczona – ryzyko śmierci na stole było zbyt duże. Jedyną, choć niezwykle ryzykowną szansą, była autotransplantacja.
Ugięły się pode mną nogi, mało nie zemdlałam, bo pan doktor powiedział, że są szanse pół na pół. Mogę przeżyć albo nie. I udało się
– powiedziała dziennikarzom ze wzruszeniem pani Małgorzata, która dziś powoli wraca do zdrowia.
Pięć godzin poza ciałem. Jak przebiegał zabieg?
Zabieg był ekstremalnym wyzwaniem logistycznym i chirurgicznym. Zespół pod kierownictwem prof. Michała Grąta musiał wykonać dwie operacje jednocześnie.
Kluczowe etapy autotransplantacji, to usunięcie organu – lekarze wyjęli całą wątrobę z ciała pacjentki. Na czas nieobecności organu, naczynia krwionośne pacjentki zastąpiono syntetycznymi protezami, by utrzymać krążenie. Wątroba przez 4 godziny i 57 minut znajdowała się poza organizmem. W tym czasie, w specjalnych warunkach, chirurdzy precyzyjnie wycinali guza, oszczędzając zdrowe fragmenty narządu. „Naprawiona” wątroba wróciła do ciała pani Małgorzaty.
Nowa era w polskiej transplantologii
Do tej pory transplantologia kojarzyła się głównie z pobieraniem organów od zmarłych dawców. Sukces lekarzy z WUM udowadnia, że w przypadku nowotworów, które oplatają kluczowe naczynia krwionośne, można wykorzystać własny organ pacjenta jako „część zamienną”.
To gigantyczny krok naprzód, a metoda ta daje nadzieję chorym, którzy do tej pory byli kierowani wyłącznie na leczenie paliatywne.
Edyta Karys
