Huk giętej blachy i łamanych słupów postawił na nogi mieszkańców Mokotowa! Na skrzyżowaniu ulic AK „Bałtyk” i al. Polski Walczącej rozegrały się sceny jak z filmu akcji. Potężny jeep wypadł z drogi niczym taran, niszcząc wszystko, co stanęło mu na drodze. Gdy auto przewróciło się na bok, świadkom zamarło serce.
To było popołudnie, które mogło skończyć się masakrą. Na jednym z ruchliwych skrzyżowań Mokotowa luksusowy terenowiec nagle stracił sterowność. Przyczyny? Na razie to zagadka, nad którą głowią się policjanci. Jednak to, co zostawił po sobie kierowca jeepa, wygląda jak pobojowisko.
Siało zniszczenie jak czołg
Siła uderzenia była niewyobrażalna. Rozpędzona maszyna najpierw z impetem rąbnęła w latarnię, a potem – niczym kosiarka – zmiotła dwa sygnalizatory świetlne tuż przy przejściu dla pieszych! Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby w tym momencie na „zielonym” stali ludzie. Jeep po skasowaniu przeszkód nie wyhamował – siła odśrodkowa wyrzuciła go w górę, aż w końcu auto z hukiem runęło na bok.
Na miejsce natychmiast pognały trzy zastępy straży pożarnej, karetki i policja. Służby ratunkowe uwijały się jak w ukropie. Dwie osoby, które podróżowały jeepem, trafiły pod opiekę medyków. Fakt, że wyszli z tego o własnych siłach, wielu określa mianem cudu.
To wyglądało strasznie. Auto leżało na boku, wszędzie było szkło i kawałki sygnalizatorów. To skrzyżowanie to zawsze duże tempo, ale tym razem śmierć zajrzała pasażerom w oczy
-mówi nam jeden ze świadków zdarzenia.
Mokotów sparaliżowany
Akcja ratunkowa i usuwanie wraków spowodowały gigantyczne utrudnienia. Kierowcy utknęli w korkach, a policjanci musieli kierować ruchem w rejonie al. Polski Walczącej. Służby techniczne mają teraz pełne ręce roboty – zniszczona sygnalizacja i powalona latarnia to straty idące w dziesiątki tysięcy złotych.
Ewa Sztechman
