Poranny pośpiech, ryk silników i nagły huk blachy! Na skrzyżowaniu Przyczółkowej z Branickiego rozegrały się sceny jak z sensacyjnego filmu, ale zderzenie miejskiego autobusu z osobówką to był dopiero początek. Prawdziwa burza wybuchła, gdy kierowcy wysiedli z pojazdów: zamiast ratować ruch, postawili na karczemną awanturę, podczas gdy pasażerowie z niedowierzaniem patrzyli na zegarki.
To miało być normalny poranek. Niestety, podróż zakończyła się gwałtownym szarpnięciem i przymusowym wysiadaniem. Na skrzyżowaniu ulicy Przyczółkowej z Adama Branickiego, tuż przy wjeździe na Południową Obwodnicę Warszawy, doszło do groźnej kolizji. Osobówka i miejski kolos zablokowały kluczowy węzeł komunikacyjny, ale to, co działo się potem, woła o pomstę do nieba.
Pasażerowie na bruku, kierowcy w ferworze walki
Zamiast sprawnie udrożnić przejazd, uczestnicy stłuczki postanowili urządzić sobie publiczny proces. Emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Na miejscu był rozmówca Portalu Mazowieckiego, który tak nam zrelacjonował ten drogowy impas.
Kierowcy zaczęli się kłócić i wzajemnie obrzucali się winą oraz wyzwiskami. Przez kilkanaście minut stali na skrzyżowaniu, kłócąc się i unieruchamiając ruch w kierunku Południowej Obwodnicy Warszawy
– powiedział nam pan Michał.
Dla pasażerów „trzysta dziewiętnastki” oznaczało to jedno: koniec jazdy. Uszkodzony autobus nie nadawał się do dalszej drogi.
Kierujący autobusem skręcał z ulicy Branickiego, w kierunku Południowej Obwodnicy Warszawy. Niestety, wiadomo od razu było, że pasażerowie nie będą mogli dalej podróżować tym autobusem.
– powiedział Portalowi Kieleckiemu rozmówca.
Kto zawinił?
Z ustaleń wynika, że kierowca samochodu osobowego wykonywał manewr lewoskrętu, gdy doszło do kontaktu z autobusem. Choć ostatecznie auta zjechały z jezdni, niesmak i gigantyczne korki pozostały. To przestroga dla wszystkich: na drodze chłodna głowa jest ważniejsza niż racja za wszelką cenę.
Magda Wydra
