To miał być brutalny atak w hotelowym pokoju, a skończyło się wielkim wstydem i błyskawiczną decyzją prokuratora! 28-letnia kobieta postawiła na nogi warszawską policję, oskarżając młodego funkcjonariusza o molestowanie w hotelu na Mokotowie. Analiza nagrań z kamer i hotelowego systemu wejść zburzyła misterną wersję o „wtargnięciu” i okazało się, że to było kłamstwo.
Kobieta sama wręczyła mężczyźnie kartę magnetyczną i zaprosiła go do środka! Prokurator nie miał wątpliwości, dlatego policjant natychmiast odzyskał wolność, a oskarżenia pękły jak bańka mydlana. Szkoda tylko, że niektóre media temat podchwyciły i od razu przypisały winę policjantowi.
Cztery minuty, które obaliły kłamstwo
Dramatyczne zgłoszenie o rzekomym molestowaniu sprawiło, że do hotelu na warszawskim Mokotowie natychmiast zjechały syreny. 28-latka twierdziła, że nowo poznany mężczyzna wdarł się do jej sypialni. Gdy okazało się, że wskazanym „sprawcą” jest policjant na stażu adaptacyjnym, sprawa nabrała rumieńców i trafiła pod lupę Biura Spraw Wewnętrznych. Jednak policyjny nos nie zawiódł śledczych. Zamiast śladów włamania, na nagraniach z monitoringu zobaczyli coś, co całkowicie zmieniło postać rzeczy.
Wersja kobiety legła w gruzach w momencie sprawdzenia nagrań wideo. Jak poinformowała Komenda Stołeczna Policji, na filmie wyraźnie widać, że 28-latka nie była żadną ofiarą napaści: to ona sama przekazała funkcjonariuszowi kartę magnetyczną, umożliwiając mu wejście. Co więcej, oboje weszli do pokoju wspólnie i dobrowolnie. Czas spędzony w środku również nie pozostawia złudzeń, bo zegar monitoringu był bezlitosny: mężczyzna opuścił pokój po zaledwie niespełna czterech minutach.
Prokurator wypuścił go bez słowa
Po konfrontacji z twardymi dowodami i przesłuchaniu obu stron, prokurator podjął jedyną możliwą decyzję. Policjant został zwolniony jeszcze w poniedziałek wieczorem i co najważniejsze, nie przedstawiono mu żadnych zarzutów karnych. Komenda Stołeczna Policji, która od początku traktowała sprawę priorytetowo, wystosowała apel o powściągliwość do mediów. W komunikacie zaznaczono, że ferowanie wyroków i przesądzanie o winie przed zakończeniem pracy śledczych jest niedopuszczalne.
Choć 28-latka próbowała zrobić z mundurowego potwora, fakty okazały się dla niej miażdżące. W świetle ustaleń o dobrowolnym przekazaniu karty i zaledwie kilkuminutowym pobycie w pokoju, sprawa molestowania prysnęła w mgnieniu oka. Policjant, który przez chwilę żył w strachu o swoją karierę i wolność, może odetchnąć. Pozostaje jednak pytanie o motywy kobiety: dlaczego próbowała wplątać młodego funkcjonariusza w tak straszne oskarżenia? Na to pytanie odpowiedzi będą teraz szukać służby, które ostrzegają, że kłamstwo ma bardzo krótkie nogi.
Magda Wydra
