To, co miało być zwykłym zaginięciem 67-letniej seniorki, okazało się brutalnym morderstwem. Gdy policjanci weszli na posesję w gminie Sońsk, od razu poczuli, że wydarzyło się coś strasznego. Otwarte na oścież drzwi i nerwowo zachowujący się syn kobiety były tylko zapowiedzią potwornego odkrycia. Prawda o losie kobiety spoczywała kilkanaście metrów dalej, pod warstwą śniegu.
Makabryczne odkrycie na podwórzu
Wszystko zaczęło się 21 stycznia późnym wieczorem. Funkcjonariusze, zaalarmowani zniknięciem kobiety, przeczesywali każdy metr posesji. W osobnym pomieszczeniu znaleźli 45-letniego syna zaginionej. Mężczyzna był w amoku i trząsł się, był zdenerwowany, a kontakt z nim był praktycznie niemożliwy.
Najgorsze przyszło chwilę później. Policjanci dostrzegli nienaturalne wzniesienie na śniegu. Po odgarnięciu białego puchu ich oczom ukazał się sztywny z zimna trup seniorki. Wyniki sekcji zwłok nie pozostawiają złudzeń: kobieta zginęła od rozległego urazu głowy. Cios musiał być potężny i zadany z furią.
Kat czy ofiara własnej psychiki?
Choć 45-latek usłyszał już najcięższy zarzut – zabójstwa – prokuratura ma poważne wątpliwości, czy mężczyzna w ogóle rozumiał, co robi. Jego zachowanie podczas przesłuchania było tak dziwne, że śledczy od razu zlecili zabezpieczenie jego dokumentacji medycznej.
Okoliczności związane z postawą podejrzanego budzą wątpliwości co do jego poczytalności w chwili popełnienia czynu. Prawdopodobnie potrzebna będzie opinia biegłych
– przyznaje prokurator rejonowy w Ciechanowie, Przemysław Bońkowski.
Dożywocie w cieniu choroby?
Na ten moment 45-latek trafił do aresztu na trzy miesiące. Jeśli biegli uznają, że był poczytalny, grozi mu dożywotnie więzienie. Jeśli jednak okaże się, że w momencie ataku na matkę był nieświadomy swoich czynów, zamiast za kraty, może trafić do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.
Sąsiedzi są zszokowani. Nikt nie spodziewał się, że mroźna noc w gminie Sońsk zakończy się taką rzezią. Kolejny raz okazuje się, że najgroźniejsze niebezpieczeństwo może czaić się w pokoju obok.
Roman Opolski
