Warszawa żyła dziś wydarzeniami z Targówka. To, co zaczęło się od cichego zgłoszenia o zwłokach, przerodziło się w trzygodzinne, mordercze oblężenie. Wewnątrz domu jednorodzinnego 49-letni mężczyzna, który wcześniej porzucił żonę i dziecko, miał dokonać makabrycznej egzekucji na własnych rodzicach. Gdy pod drzwi podjechali antyterroryści, desperat nie zamierzał się poddać – z maczetą w dłoni czekał na ostateczne starcie.
Negocjacje jako pułapka na mordercę
Przez cały poniedziałek Polska śledziła relację z wydarzeń w Targówku. Zanim do akcji wkroczyli antyterroryści, do akcji wkroczyli policyjni negocjatorzy. Portal Mazowiecki rozmawiał dziś na ten temat Dariuszem Loranty, byłym negocjatorem policyjnym. Według niego, te rozmowy miały drugie, mroczne dno. To nie było przekonywanie do poddania się, ale usypianie bestii przed ostatecznym uderzeniem.
Rozmowa ma również głęboki inny cel właściwy, czyli przygotowanie do szturmu. On był sam w sobie autozakładnikiem i dla bezpieczeństwa wszystkich podjęto próbę negocjacji, ażeby w trakcie rozmowy szturmowcy skutecznie weszli i obezwładnili go w bezpieczny sposób
– wskazuje Loranty.
Ekspert dodaje brutalnie: dla kogoś, kto właśnie odebrał życie rodzicom i zwierzętom, śmierć kolejnej osoby – policjanta, nie robiła już najmniejszej różnicy.
Dlaczego zabił? Psychologia konfliktu
Sprawę skomentował również Marcin Miksza, były naczelnik CBŚP. Ostrzega przed zbyt szybkim ferowaniem wyroków, ale wskazuje na dwie drogi: chorobę psychiczną lub skrajny, eskalujący konflikt rodzinny.
Bardziej radykalną tezę stawia socjolog i kryminolog dr Paweł Moczydłowski. Według niego kluczem jest „szeroki konflikt”, który objął całą rodzinę.
Mężczyzna miał konflikt z żoną i dzieckiem, od których się wyprowadził. Udał się do rodziców i najprawdopodobniej tam doszło do ostatecznego starcia. To tragedia człowieka, który spalił za sobą wszystkie mosty
– analizuje dr Moczydłowski.
Maczeta kontra pancerze
Najbardziej wstrząsającym dowodem furii napastnika jest policyjne nagranie ze szturmu. Widok 49-latka próbującego przeciąć drzwi maczetą pokazuje, że policjanci wchodzili do piekła.
Policja nie wie, co jest za drzwiami. Nie wiemy, czy taka osoba nie posiada jakichś materiałów wybuchowych
– dodaje Marcin Miksza, podkreślając profesjonalizm akcji, w której mimo ogromnego ryzyka, nikt z postronnych i interweniujących nie odniósł obrażeń.
Sąsiedzi przy Pszczyńskiej wciąż nie mogą uwierzyć, że za ich płotem mieszkał człowiek zdolny do takiej masakry. Policja zaopiekowała się mieszkańcami, ale blizny w psychice świadków tej profesjonalnej, choć przerażającej obławy, zostaną na długo. Teraz kluczowe będą badania psychiatryczne, to one dadzą odpowiedź na pytanie: czy 49-latek wiedział, co robi, zadając śmiertelne ciosy tym, którzy dali mu życie…
Edyta Karys
