W niektórych miejscach, to nie miasto, ale gigantyczne lodowisko na którym stawką jest zdrowie i życie. Wystarczyło kilka dni mrozu, by Warszawa zamieniła się w tor przeszkód nie do pokonania. Podczas gdy pługi luksusowo czyszczą asfalt dla samochodów, piesi – często seniorzy, rodzice z wózkami i niepełnosprawni – zostali zostawieni samym sobie w brudnej, zamarzniętej brei. Ludzie klną na czym świat stoi, a urzędnicy uprawiają swoją ulubioną dyscyplinę: spychologię odpowiedzialności.
Warszawa, rok 2026. Jedno z najbogatszych miast w tej części Europy, budżet przekraczający 30 miliardów złotych, a mieszkańcy… boją się wyjść po chleb! W każdej dzielnicy sceny są te same: chodniki skute lodem, hałdy śniegu na przejściach dla pieszych i dramatyczna walka o każdy krok.
„Traktują nas jak śmieci!”
Najgorszy jest kontrast. Jezdnie? Czarne i przejezdne. Chodniki? Zapomniane pobojowisko.
W nocy odśnieżane są jezdnie, a pośniegowe błoto jest spychane na przejścia dla pieszych. Jak mamy przez to przejść?
– pyta w mediach społecznościowych retorycznie radny Jan Mencwel, przytaczając słowa swojej córeczki.
W sieci zawrzało po nagraniu niepełnosprawnego mężczyzny, który wózkiem inwalidzkim musiał uciekać na jezdnię między samochody, bo chodnik był jedną wielką białą ścianą. To już nie jest zima, to kapitulacja miasta!
Galimatias: Kto za to odpowiada?
Dlaczego jest tak źle? Bo w Warszawie łatwiej o mandat niż o czysty chodnik. Za jeden kawałek odpowiada miasto (ZOM), za drugi dzielnica, za trzeci spółdzielnia, a za czwarty prywatny właściciel kamienicy. Efekt? Każdy pokazuje palcem na sąsiada!
Burmistrz Bielan bije się w pierś: jeden z wykonawców zawalił sprawę i sypią się kary. Ale co z tego ma emeryt, który właśnie wywinął orła pod swoim blokiem? Nic! Do tego dochodzi „wojna dozorców”. Niektórzy zarządcy bezczelnie kłamią lokatorom, że odśnieżanie to obowiązek dzielnicy, byle tylko nie chwycić za łopatę. Na takich „spryciarzy” straż miejska nakłada już mandaty.
Jak nie dać się zabić?
Mariusz Łubiński, ekspert od nieruchomości, ostrzega: jeśli chodnik przylega do posesji, to odśnieża właściciel. Jeśli jest pas zieleni, to miasto.
W razie upadku i złamania nogi, nie odpuszczaj! Odpowiedzialność ponosi ten, kto nie dopilnował terenu
– tłumaczy Łubiński.
Mieszkańcy mają już dość obietnic. System jest niewydolny, a podział kompetencji to czysta fikcja, która służy tylko ukrywaniu lenistwa. Jeśli widzisz lodową pułapkę, nie czekaj, ale dzwoń na 19115 i rób zdjęcia. Tylko masowe skargi mogą zmusić urzędników do wyjścia z ciepłych gabinetów na mroźną ulicę.
Marta Grasegger
