To była walka o życie, która przypominała sceny z najgorszego koszmaru. 11-miesięczna dziewczynka umierała na oddziale płucnym w Otwocku, a lekarze w panice dzwonili na numer alarmowy, bo pod ręką nie mieli… rurki intubacyjnej dla niemowlaka! Choć ratownicy wprost wpisali w raporty „brak sprzętu”, prokuratura właśnie zamknęła sprawę. Rodzice zostali z bólem, a śledczy z opinią biegłych: „To nie miało wpływu na śmierć dziecka”. Jak to możliwe?!
Czerwiec 2024 roku przyniósł wiadomość, która zmroziła krew w żyłach wszystkim rodzicom na Mazowszu. W specjalistycznym szpitalu w Otwocku, miejscu, które powinno być twierdzą walki o oddech naszych dzieci, rozegrał się dramat. Mała pacjentka, trafiając tam z podejrzeniem zapalenia płuc, przestała oddychać. Zaczęła się dramatyczna walka z czasem, w której zabrakło podstawowego oręża.
Szpital dzwoni po karetkę… do własnej sali!
Kiedy serduszko 11-miesięcznej kruszyny stanęło, personel medyczny rzucił się do ratunku. Szybko jednak okazało się, że profesjonalny oddział dziecięcy nie ma rurki intubacyjnej w odpowiednim rozmiarze. Zamiast ratować dziecko sprzętem, który powinien być w każdym wózku reanimacyjnym, lekarze chwycili za telefon i zadzwonili po pomoc do ratowników medycznych!
„Brak odpowiedniego sprzętu do resuscytacji” – te słowa, czarno na białym, widniały w dokumentacji ratowników, którzy pędzili do szpitala, by dowieźć rurkę. Zanim dojechali, personel w akcie desperacji próbował zastąpić ją zwykłym cewnikiem. Po 75 minutach katorżniczej walki o życie, o godzinie 9:35, lekarz musiał stwierdzić najgorsze: dziewczynka zmarła.
Prokuratorski mur: „Brak sprzętu to nie wina”
Sprawą zajęła się Prokuratura Regionalna w Warszawie. Przesłuchania, zabezpieczony monitoring, nagrania z dyspozytorni i sekcja zwłok – machina ruszyła, by wyjaśnić, czy ktoś zawinił. Śledczy sprawdzali nawet poprzednie wizyty dziecka u lekarzy w Wiązownie i Garwolinie.
Dziś już wiadomo: nikt nie usłyszy zarzutów. Biegli powołani przez prokuraturę ocenili sytuację w sposób, który dla wielu jest nie do pojęcia. Uznali oni, że choć rurki nie było, to jej brak nie miał bezpośredniego wpływu na to, że proces leczenia zakończył się tragicznie. Postępowanie zostało umorzone.
Pytania bez odpowiedzi
Decyzja o umorzeniu śledztwa budzi ogromne emocje. Jak to możliwe, że w placówce specjalizującej się w chorobach płuc u dzieci brakuje sprzętu do udrażniania dróg oddechowych u najmłodszych? Czy 11-miesięczna dziewczynka miałaby szansę, gdyby pomoc nadeszła natychmiast, bez konieczności improwizowania z cewnikiem?
Dla śledczych sprawa jest zamknięta. Dla opinii publicznej i rodziców, którzy stracili swój największy skarb, ból i pytania o standardy w otwockim szpitalu pozostaną na zawsze. Czy nasze dzieci są bezpieczne, gdy liczy się każda sekunda, a w szafce brakuje podstawowego sprzętu?
Magda Wydra
