Wielka feta, podniosłe słowa i błysk mundurów – w Komendzie Stołecznej Policji wybrzmiało uroczyste „Ślubuję!”. 113 nowych funkcjonariuszy oficjalnie zasiliło szeregi garnizonu, by dbać o spokój warszawiaków. Choć każda nowa twarz w mundurze cieszy, prawda jest brutalna: Warszawa wciąż boryka się z największą dziurą kadrową w Polsce, a stołeczne ulice często muszą ratować posiłki z innych miast
Sytuacja w Komendzie Stołecznej jest alarmująca. Braki kadrowe w Warszawie od dawna biją krajowe rekordy. Aby zapewnić bezpieczeństwo na stołecznych drogach i podczas licznych manifestacji, do stolicy regularnie muszą przyjeżdżać policjanci z drugiego końca kraju, często niezorientowani w topografii miasta. Każde takie ślubowanie to zatem nie tylko ceremonia, ale przede wszystkim desperackie łatanie kadrowej dziury.
Wicewojewoda: „To odważna decyzja”
W uroczystości wziął udział wicewojewoda mazowiecki Patryk Fajdek, który nie krył wdzięczności wobec tych, którzy zdecydowali się założyć mundur w tak trudnych czasach.
Chcę Wam podziękować, bo służba w policji to odważna decyzja. Bierzecie dzisiaj na siebie odpowiedzialność za zdrowie, życie i bezpieczeństwo naszych obywateli. Żyjemy w czasach, kiedy bezpieczeństwo odmieniane jest przez wszystkie przypadki
– mówił wicewojewoda, dodając, że nowi funkcjonariusze będą musieli wykazać się ogromną determinacją.
Od szkolenia prosto na ulice
Nowi policjanci nie od razu trafią do patrolowania ulic. Najpierw czeka ich mordercze szkolenie podstawowe, gdzie nauczą się wszystkiego: od przepisów, po użycie środków przymusu bezpośredniego. Po powrocie trafią do jednostek, gdzie pod okiem starszych kolegów będą rzuceni na głęboką wodę kieleckiej… a raczej warszawskiej rzeczywistości.
Dla mieszkańców Warszawy widok nowych funkcjonariuszy to iskierka nadziei. Pytanie tylko, czy przy obecnym tempie naboru uda się kiedykolwiek zapełnić tysiące pustych biurek i brakujących patroli w najbardziej obciążonym garnizonie w kraju. Na razie 113 rekrutów to mały krok w dobrą stronę, ale do pełnego bezpieczeństwa droga wciąż jest bardzo daleka.
Edyta Karys
