Hasło „wstawania z kolan” od lat funkcjonuje w polskiej debacie publicznej jako jeden z najbardziej nośnych symboli politycznych. Dla jednych jest wyrazem odzyskiwania podmiotowości państwa, dla innych — pustym sloganem służącym do budowania emocji. Nic więc dziwnego, że gdy Donald Tusk ponownie sięgnął po ten motyw w swojej krytyce obozu władzy, odpowiedź była tylko kwestią czasu.
Prezydent Karol Nawrocki w swoim wystąpieniu odniósł się do słów lidera opozycji w sposób stanowczy, ale zarazem mocno osadzony w znanej już narracji. Podkreślił, że „wstawanie z kolan” nie było ani aktem agresji wobec partnerów zagranicznych, ani zerwaniem dialogu z Europą, lecz próbą odzyskania poczucia godności i sprawczości w relacjach międzynarodowych. W jego ocenie krytycy tej koncepcji mylą asertywność z izolacją.
— Polska nie musi nikogo przepraszać za to, że chce mówić własnym głosem — zaznaczył prezydent, odpowiadając pośrednio na zarzut Tuska, że retoryka „wstawania z kolan” prowadziła do konfliktów i osłabienia pozycji kraju w Unii Europejskiej.
Donald Tusk, krytykując to hasło, sugerował, że Polska w rzeczywistości nie wstała, lecz potknęła się o własne ambicje, tracąc zaufanie sojuszników. Prezydent Nawrocki odrzucił tę interpretację, argumentując, że to właśnie lata bezrefleksyjnego „klęczenia” — jak określił wcześniejszą politykę — doprowadziły do marginalizacji polskich interesów.
Post na platformie X Prezydenta, który odpowiedział Tuskowi bije rekordy:
„Wolne żarty, Panie Premierze – trzecią dekadę Pan klęczy, od Berlina po Brukselę. W Moskwie też się zdarzało…”
Własne
