Warszawski Ursus wstrzymuje oddech po makabrycznym odkryciu w jednym z domów niedaleko stacji kolejowej. Wewnątrz zaniedbanej posesji policjanci znaleźli dwa martwe ciała: kobiety i mężczyzny. Para leżała w łóżkach, jakby zasnęła na wieki.
Jedynym żywym stworzeniem w tym „domu śmierci” był skrajnie wychłodzony pies, który kulił się w rogu pomieszczenia, patrząc na tragedię swoich właścicieli.
Sąsiedzi czuli, że stało się coś złego
Alarm podnieśli zaniepokojeni sąsiedzi. Od dwóch dni nikt nie widział mieszkańców budynku, w oknach było ciemno, a z komina nie wydobywał się dym. Gdy policjanci siłą weszli do środka, uderzył ich przeraźliwy chłód. To, co zobaczyli w sypialniach, zapamiętają na długo.
Ciała pary były już sztywne od mrozu. Wszystko wskazuje na to, że lokatorzy przegrali walkę z ekstremalnie niską temperaturą, która wdarła się do nieogrzewanego budynku.
Wierny czworonóg w lodowatym piekle
W cieniu tej ludzkiej tragedii rozegrał się dramat zwierzęcia. Przerażony i przemarznięty pies nie odstępował swoich właścicieli, aż do przyjazdu służb. Zwierzę było w takim stanie, że na miejsce musiał zostać wezwany ekopatrol straży miejskiej. Czworonóg trafił do schroniska, gdzie przechodzi reanimację termiczną.
Sekcja zwłok odpowie na pytania
Na miejscu przez wiele godzin pracowali prokuratorzy i technicy kryminalistyki. Choć budynek jest zaniedbany, śledczy na ten moment nie znaleźli śladów walki ani dowodów na to, by ktoś „pomógł” parze przejść na tamten świat.
Ciała zostaną poddane sekcji zwłok. Obecnie brana pod uwagę jest wersja o śmiertelnym wychłodzeniu organizmu
– słyszymy od osób znających kulisy sprawy.
Czy to ubóstwo i brak ogrzewania zabiły mieszkańców Ursusa? A może prawda jest jeszcze bardziej mroczna? Odpowiedź nadejdzie wraz z wynikami badań patomorfologów.
Ewa Sztechman
