Sąd Rejonowy Warszawa Praga-Północ wydał wyrok w jednej z najbardziej wstrząsających spraw ostatnich lat. Robert S., motorniczy, który w sierpniu 2022 roku przyzasnął drzwiami i ciągnął przez ponad 400 metrów 4-letniego Aleksandra, został skazany na karę bezwzględnego więzienia. Sędzia nie miała wątpliwości: gdyby oskarżony nie ignorował przepisów, chłopiec by żył.
Telefon ważniejszy niż bezpieczeństwo
Kluczowym dowodem w sprawie okazały się bilingi telefoniczne Roberta S. Sędzia Katarzyna Wanat podczas ogłaszania wyroku wyliczała serię długich rozmów, które motorniczy prowadził od samego rana i trwały one kolejno 50, 40 i 30 minut. Choć przepisy surowo zabraniają motorniczym używania telefonów, zestawów słuchawkowych czy radia, oskarżony był pochłonięty rozmowami niemal przez całą zmianę.
Półtorej sekundy – tyle Robert S. poświęcił, aby upewnić się, że bezpiecznie może ruszyć z przystanku. Gdyby tylko spojrzał w lusterko, dostrzegłby przytrzaśniętego Aleksandra
– argumentowała sędzia Wanat.
Dramat na przystanku Batalionu Platerówek
Tragedia rozegrała się, gdy babcia z wnukiem wysiadali z ostatniego wagonu tramwaju linii 18. Lewa noga 4-letniego Olka utknęła między drzwiami a stopniem starego wagonu typu 105N. Sąd odtworzył dramatyczny przebieg zdarzenia: babcia chłopca rozpaczliwie próbowała go uwolnić, uderzając pięściami w drzwi, by zatrzymać odjeżdżający pojazd.
Niestety, motorniczy ruszył. Rozpędzony skład wyrwał dziecko z rąk kobiety. Tramwaj ciągnął chłopca przez 420 metrów z prędkością około 50 km/h. Pojazd zatrzymał się dopiero wtedy, gdy jeden z pasażerów zorientował się w sytuacji i zaciągnął hamulec bezpieczeństwa. Czterolatek zmarł na miejscu wskutek masywnego urazu czaszkowo-mózgowego.
Wyrok: Więzienie i zakaz prowadzenia pojazdów
Sąd uznał Roberta S. winnym umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa i nieumyślnego spowodowania wypadku śmiertelnego. Były motorniczy został skazany na 1 rok i 6 miesięcy bezwzględnego więzienia, 4 lata zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów oraz 200 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Sąd jednoznacznie oczyścił z zarzutów babcię chłopca, uznając, że jej opieka była prawidłowa, a winę za zdarzenie ponosi wyłącznie motorniczy, który zlekceważył obowiązek uważnej obserwacji przystanku.
Koniec procesu, początek pytań o bezpieczeństwo
Robert S., który pracował w zawodzie od 14 lat i wcześniej uczestniczył już w dwóch kolizjach, nie przyznał się do winy przed sądem, choć na początku procesu przeprosił rodzinę zmarłego. Wyrok z 17 lutego 2026 roku jest nieprawomocny. Obrona i oskarżenie mają teraz czas na złożenie apelacji.
Tragedia ta na stałe zmieniła procedury w Tramwajach Warszawskich – te starsze składy zostały poddane dodatkowym kontrolom systemów czułości drzwi, a nacisk na zakaz używania telefonów przez motorniczych stał się priorytetem kontroli wewnętrznych.
Roman Opolski
