To czarny czwartek dla warszawskiej edukacji. Mimo głośnych protestów, transparentów i emocjonalnych apeli, radni stolicy podjęli decyzję, która dla wielu rodzin jest jak wyrok: siedem przedszkoli, w tym legendarne placówki w samym sercu miasta, trafia na listę do likwidacji.
Oficjalny powód? Niż demograficzny. Rodzice i eksperci mówią jednak wprost: to kłamstwa i polityczna zagrywka kosztem najmłodszych.
Czarna lista: Te placówki znikną z mapy
Radni nie mieli litości. „Zielone światło” dla likwidatorów zapaliło się dla następujących przedszkoli:
- Nr 30 „Zielona Łódeczka” (ul. Rozbrat),
- Nr 32 (ul. Nowogrodzka),
- Nr 34 (ul. Emilii Plater),
- Nr 36 „Odkrywcy Nowego Świata” (ul. Nowy Świat),
- Nr 278 (ul. Tatrzańska),
- Nr 406 (ul. Kaden-Bandrowskiego),
- Nr 142 (ul. Jarosława Dąbrowskiego).
Biejat: „To ostatni krzyk rozpaczy, miasto kłamie!”
W obronę przedszkoli zaangażowała się wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat. Jej słowa są jak chłosta dla władz miasta. Biejat zarzuca ratuszowi brak przejrzystości i wprowadzanie dyrektorów w błąd.
To jest ostatni krzyk rozpaczy. Miasto wykonuje działania, które służą mydleniu oczu. Często wprost kłamią: w maju mówią, że nie ma mowy o zamykaniu, w lipcu piszą, że trzeba zamykać, bo „niż ich zaskoczył”
– grzmi Biejat, proponując zamiast likwidacji… mniejsze grupy dla dobra dzieci.
Demografia czy biurokracja?
Dyrektorzy placówek nie kryją zdziwienia. Małgorzata Jakubiak, szefowa „Odkrywców Nowego Świata” z Nowego Światu, brutalnie punktuje narrację urzędników.
Niż demograficzny owszem jest, ale nie w naszej placówce! Chętnych do rekrutacji było więcej niż miejsc, co stawia pod znakiem zapytania rzetelność analiz ratusza
– komentuje dyrektorka
Z kolei rodzice, tacy jak Julia Zimmerman, zwracają uwagę na kluczowy aspekt: Śródmieście to miejsce pracy tysięcy osób.
Ludzie dowożą tu dzieci z Białołęki, by w razie choroby móc w 5 minut wyjść z biura i być przy dziecku. Likwidacja tych miejsc to paraliż dla pracujących rodziców
– tłumaczy.
„Początek dialogu” czy koniec marzeń?
Radny Paweł Lech próbuje tonować nastroje, twierdząc, że czwartkowa decyzja to dopiero… „początek dialogu”. Jednak dla rodziców, którzy właśnie usłyszeli, że ich dzieci będą musiały szukać nowych grup i nawiązywać nowe więzi, te słowa brzmią jak ponury żart.
Przemysław Duda
