Chleb i bułki to jedne z najczęściej kupowanych produktów spożywczych – sięgamy po nie niemal każdego dnia, zwykle kierując się przyzwyczajeniem, zapachem albo atrakcyjnym wyglądem. Tymczasem, jak przypomina IJHARS (Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych), o wyborze pieczywa powinna decydować przede wszystkim informacja na etykiecie: nazwa produktu, jego skład oraz sposób produkcji.
W praktyce konsumenci często zakładają, że „chleb wiejski”, „domowy” czy „na zakwasie” rzeczywiście powstał tradycyjną metodą. Kontrole prowadzone przez inspekcję pokazują jednak, że nie zawsze tak jest. Zdarza się, że nazwa sugeruje wyższą jakość lub naturalny proces wypieku, podczas gdy w składzie znajdują się polepszacze, dodatki technologiczne albo pieczywo zostało przygotowane z gotowej mieszanki piekarniczej. Bywa też, że produkt opisany jako „żytni” zawiera w większości mąkę pszenną, a określenie „na zakwasie” odnosi się jedynie do dodatku suszonego zakwasu, a nie do tradycyjnej fermentacji.
Nieprawidłowości dotyczą także braku pełnych informacji przy sprzedaży luzem – czyli takiej, jaka dominuje w piekarniach i sklepach. Sprzedawca ma obowiązek udostępnić klientowi wykaz składników, alergeny i nazwę pieczywa w sposób czytelny, np. na wywieszce lub w zeszycie do wglądu. Tymczasem w wielu punktach handlowych dane te są niepełne, nieaktualne albo w ogóle niedostępne.
Dlatego przy zakupie warto na chwilę zwolnić i sprawdzić opis produktu. Prawdziwy chleb na zakwasie zwykle ma krótki skład: mąka, woda, sól, zakwas – bez długiej listy dodatków. Im bardziej marketingowa nazwa, tym uważniej należy spojrzeć na etykietę. Kontrole pokazują bowiem, że w pieczywie nadal częste są przypadki wprowadzania konsumentów w błąd, a świadomy wybór zaczyna się od przeczytania informacji, nie od wyglądu bochenka.
Źródło: media
